| Choszczno 2019 - Reportaż z dworca |
|
|
|
| 23.05.2019. | |
|
CHOSZCZNO. W piątek informowaliśmy o tym, że zaczyna się remont budynku dworca. Wczoraj pracownicy z Przedsiębiorstwa Produkcyjno-Usługowego „Lidex” przejmowali plac budowy, a my mieliśmy okazję obejrzeć obiekt od środka, w tym także podziemne schrony i poddasze. Co tam zobaczyliśmy?
Zarówno z przekazów ustnych, jak i tych pisanych informacji wiemy, że
wiosną 1945 roku, budynek choszczeńskiego dworca na pewno nie miał
dachu. - Prawa część zburzona była aż do piwnic i tak naprawdę, jak
większość mieszkań leżących przy głównej ulicy, nie nadawała się do
zamieszkania – opowiadał nam JÓZEF JAŁOSZYŃSKI. Wczoraj mieliśmy
okazję zajrzeć m.in. do podziemi, które po remoncie zakończonym pod
koniec lat 40. ubiegłego wieku, wzmocniono stalowymi drzwiami i
przeznaczono na magazyny i schrony. Tu widać, że poprzedni właściciel,
czyli PKP nigdy później nie inwestował w remonty czy przebudowy, a
odpadający w wielu miejscach tynk, odkrywa, że do naprawy używano
przypadkowo zbieranych materiałów (m.in. rozbiórkową cegłę i kamienie z
podpiwniczeń starych budynków). Niewątpliwą ciekawostką jest to, że
budynek dworca ogrzewany był piecem wykonanym przez samych kolejarzy.
Choć dziś jest mocno przeżarty rdzą, to jednak widać, że montowany, a
dokładniej spawany był już w podziemiach. Gigantyczne pajęczyny dowodzą,
że niektóre pomieszczenia nie otwierane były przez kilkadziesiąt lat, a
patrząc na makabrycznie pokręcone sploty różnych kabli, niełatwo
uwierzyć w zapewnienia kolejarzy, że w Polsce Ludowej mieli najlepszą
łączność. Na parterze i pierwszym piętrze trudno dziś znaleźć dowody na to, że
kiedyś mieściła się tu w pełni wyposażona stacja kolejowa, z
poczekalnią, restauracją, przechowalnią bagażu, dwiema kasami, a nawet
posterunkiem milicji. Na poddaszu też wszystko w totalnej rozsypce. Tu m.in. wypatrzyliśmy oprawiony w stalowe ramy transparent z napisem „Niech żyje 1 maja dzień międzynarodowej solidarności klasy robotniczej”. Najstarsi kolejarze twierdzą, że w dniu tego święta zawieszany był na lokomotywie, która przetaczała wagony. Są też tacy, którzy zapewniają, że na stałe wisiał w lokomotywowni, a tylko w dniu 1 maja, zabierali go na pochód, który wówczas zaczynał się właśnie od dworca.
Tadeusz Krawiec
PS.
- W naszym archiwum mamy mapę sztabową ukazującą przebieg działań
wojennych, a dokładniej pozycje pododdziałów z 311 dywizji Armii
Czerwonej, w okrążonym wówczas Arnswalde, od 14 do 17 lutego 1945 roku.
Pokazujemy ten plan, ponieważ w jego centrum ulokowany był budynek
dworca. Warto też przypomnieć, że 17 lutego niemiecka Dywizja Nordland
przerwała pierścień okrążenia, a 18 lutego burmistrz Gramlow
wyprowadził z miasta około 7 tys. mieszkańców i jeńców oflagu. W
Arnswalde pozostało około 3 tys. żołnierzy niemieckich, a walki trwały
jeszcze cztery dni.
![]() - W relacji pani, która wiele lat przepracowała w dworcowej restauracji wiemy też, że bufetowa lada była bardzo zdobiona, a z ustnych podań wynika, że mogła być częścią z pobliskiego, rozebranego później polskiego kościoła. A może, ktoś ma zdjęcia tego obiektu?
tkrawiec@choszczno.pl, tel. 781 501 160
|
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|



















Zarówno z przekazów ustnych, jak i tych pisanych informacji wiemy, że
wiosną 1945 roku, budynek choszczeńskiego dworca na pewno nie miał
dachu. - Prawa część zburzona była aż do piwnic i tak naprawdę, jak
większość mieszkań leżących przy głównej ulicy, nie nadawała się do
zamieszkania – opowiadał nam JÓZEF JAŁOSZYŃSKI. Wczoraj mieliśmy
okazję zajrzeć m.in. do podziemi, które po remoncie zakończonym pod
koniec lat 40. ubiegłego wieku, wzmocniono stalowymi drzwiami i
przeznaczono na magazyny i schrony. Tu widać, że poprzedni właściciel,
czyli PKP nigdy później nie inwestował w remonty czy przebudowy, a
odpadający w wielu miejscach tynk, odkrywa, że do naprawy używano
przypadkowo zbieranych materiałów (m.in. rozbiórkową cegłę i kamienie z
podpiwniczeń starych budynków). Niewątpliwą ciekawostką jest to, że
budynek dworca ogrzewany był piecem wykonanym przez samych kolejarzy.
Choć dziś jest mocno przeżarty rdzą, to jednak widać, że montowany, a
dokładniej spawany był już w podziemiach. Gigantyczne pajęczyny dowodzą,
że niektóre pomieszczenia nie otwierane były przez kilkadziesiąt lat, a
patrząc na makabrycznie pokręcone sploty różnych kabli, niełatwo
uwierzyć w zapewnienia kolejarzy, że w Polsce Ludowej mieli najlepszą
łączność.
Na parterze i pierwszym piętrze trudno dziś znaleźć dowody na to, że
kiedyś mieściła się tu w pełni wyposażona stacja kolejowa, z
poczekalnią, restauracją, przechowalnią bagażu, dwiema kasami, a nawet
posterunkiem milicji. 


























